24.I.2010 ... ostatnie dźwięki kolęd


Goślińskie Kolędowanie prowadzone przez Mateusza Sibilskiego i Marcina Matuszewskiego za nami. Tym samym, rzec można, za nami czas kolędowania w ogóle.

Wieczorem, przy nastrojowych światłach rozbrzmiewały dźwięki kolęd wykonywane przez nasze rodzime zespoły. A było czego posłuchać. Zdecydowanie dech zapiera, gdy uświadomimy sobie jak duży potencjał kryje się w Murowanej Goślinie, ile zespołów i ludzi chętnych jest do śpiewania i kolędowania. Niestety równie mocno dech zapiera gdy okazuje się, że zdecydowanie mniej ludzi jest do ... słuchania. Nutę goryczy pozostawia po kolędowaniu fakt, że mało zespołów ciekawych jest tego co prezentują inni i po swoim występie po prostu ubiera się i wychodzi. A przecież każdy z wykonawców chce mieć publiczność. Każdy chce móc zaprezentować się i pokazać innym. Nawet ci, którzy po swoich prezentacjach wychodzili. Nie wygląda to dobrze i można zacząć zastanawiać się, jak to jest....? Dlaczego nie dbamy o kulturę koncertów? Dlaczego koncerty w Murowanej Goślinie wyglądają tak jakby odbywały się w przechodnim korytarzu centrum handlowego - część ludzi siedzi i słucha, a część wędruje z kąta w kąt lub w ogóle wychodzi. Po pozytywnych wrażeniach z warstwy artystycznej Goślińskiego Kolędowania (wspaniałe wykonania i miły nastrój z pewnością na zainteresowanych wywarły duże wrażenie i spowodowały, że mogli oni przywołać echa już minionych świąt) okazuje się, że warstwa kulturalna pozostawia wiele do życzenia. Kolędujmy wspólnie! Przecież sam tytuł brzmi "Goślińskie Kolędowanie". Nie zmieniajmy tytułu na "Goślińskie odśpiewanie..." . Było tyle okazji do wspólnego pośpiewania, do kolędowania wraz z występującymi zespołami... szkoda, że wielu nawet nie chciało wziąć tego pod uwagę.






Grafika: Bartek Stefański
XHTML+CSS: Kuba Kucharzewski - Netwizards.pl